Najnowsze działo ze stajni Microsoftu - Internet Explorer 8 (Beta 1) najwyraźniej wydane zostało tylko po to, by utwierdzić Świat w przekonaniu, iż firma z Redmond potrafi dotrzymywać terminów (i tak jak zostało to powiedziane) opublikować IE8 w pierwszej połowie 2008 roku.
Co jednak typowe dla Microsoftu za szybkością (czyż nie wielce zaskakującą) nie poszło najlepsze wykonanie. Eksplorator w wersji 8 praktycznie od “siódemki” wyróżnia się wyłącznie szarawym
podkreśleniem URL‘i w pasku adresu oraz trochę
ładniejszym i łatwiejszych w obsłudze designem. Jedną rzecz, za to jaką obie wersje naprawdę mają wspólną jest niedbałość twórców, która doprowadziła po niecałym miesiącu do odkrycia dwóch (1,2) poważnych luk w jej zabezpieczeniach (oraz poważnej usterki w obsłudze pamięci).
Sytuacji nie polepsza również walidacja nowej przeglądarki pod Acidem w wersji trzeciej, którą, według twórców, wielka ósemka miała przechodzić znakomicie -
wynik? 17/100 (niektórzy pewnie zauważyli wyraźny wzrost, względem IE7, która ten sam test przechodzi z
rezultatem 12/100).
Nie będę ukrywał, iż najnowsze dzieło wielkiego M stworzone zostało niechlujnie i niestarannie. Coś jednak jest w nim takiego, że nadal potrafię trzymać je zainstalowane na dysku. Może to przez moją pasję do testowania, a może przez
magiczny przycisk dostępny z paska z podpisem:
Switch to IE7 Emulation mode






